NIE MA JEJ JUŻ PÓŁ ROKU…

Dziewięć lat temu 1 czerwca z Pepusiem pojechaliśmy do gdyńskiego Ciapkowa zaadoptować psa.
Chodziliśmy między klatkami i ja, miłośniczka psów najchętniej zabrałabym wszystkie.
Podeszliśmy do jednej z klatek a w rogu przy kratach siedziała Ona. Nie skakała, nie szczekała tylko patrzyła i prosiła wzrokiem „Weźcie mnie a będę Was kochać”
I postanowione, bierzemy ją. Tego dnia wyszliśmy z Muszką. Od razu mnie obrała za swoją panią.
Po drodze zatrzymaliśmy się przy supermarkecie a ja poszłam kupić dla niej karmę. Pepuś powiedział że cały czas patrzyła czy wychodzę i tęsknie patrzyła. Później grzecznie szła na smyczy, była spokojna w autobusie.
Kiedy wysiedliśmy i szliśmy przez las nawet na moment się nie oddaliła chociaż była bez smyczy. Doszliśmy do rozdroża w lesie gdzie jedna droga prowadziła do naszego domu. Byliśmy ciekawi co zrobi. Obwąchała nas i poszła w dobrą ścieżkę :-). Na drugi dzień kiedy ja musiałam wyjechać została z panem w domu ale po kilkunastu minutach kiedy wyszła na dwór po moich śladach uciekła na przystanek. Pepuś musiał ją prawie na siłę zaprowadzić do domu. Więc było wiadomo że to ja jestem dla niej najważniejsza.
I nasza mądra Muszka nieraz pokazała jak chce być wszędzie ze mną. Nawet potrafiła otworzyć sobie okno żeby tylko biec za mną.
Po dwóch tygodniach zrobiła nam niespodziankę w postaci czterech szczeniaków. Cóż powinniśmy mieć pretensje do Ciapkowa że nie powiadomili nas o ciąży ale jakoś przeżyliśmy. Ze szczeniaków została sunia Nera.
Wtedy okazało się że Muszka ma silny instynkt macierzyński. Wszystko chciała wychowywać i opiekować się nim. Potrafiła zabrać kotce kociaki i z nimi spać. Nawet małe kociaki niby karmiła. Ciągle leżały przy jej cycuszkach.
I tak minęło osiem i pół roku.
Niestety Muszka dostała guza. Miała mieć operację, lecz niestety nie doczekała zabiegu.
Ostatniego dnia unikała mnie. Wieczorem kiedy Pepuś poszedł do pracy poszłam jej szukać żeby wziąć na noc do domu. Znalazłam ją martwą w łazience. :-( To był 23 marca.
Nie mogłam w to uwierzyć że już jej nie ma, nie będzie mnie widać radośnie na przystanku.
Mieliśmy zamówionego szczeniaka i miał się u nas pojawić na początku kwietnia. Kiedy Muszka odeszła nie dzwoniłam do Pepusia żeby nie martwił się w pracy. Rano obudziło mnie straszne szczekanie Nery, Berty i Kazi. Okazało się że Mój przywiózł szczeniaka Tofika.
Chyba Muszka go przysłała żebym łatwiej przeszła jej brak.
I choć minęło pół roku jak nie ma Muszki jeszcze nieraz łapię się na tym że wypatruję jej na drodze czy podwórku.
MUSZKA NA ZAWSZE BĘDZIESZ W MOIM SERCU.
MUSZKA 01 (2)KAZIA I ZENEK PRZY MUSZCE 03.2016IMG_0291

Opublikowano O mnie, Zwierzęta | Otagowano , , , , , | 3 komentarzy